Nowe przepisy od stycznia 2014 roku

Warszawska korporacja - kierowca bez warszawskiej licencji

 

 

W lipcu br. Prezydent podpisał pierwszą z pakietu ustaw „deregulacyjnych”. Co to ma wspólnego z taksówkami? Otóż dużo.

Ustawa znosi wymóg przeprowadzania egzaminów na licencję na transport drogowy osób taksówką, a co za tym idzie znosi także obowiązek zdania takiego egzaminu. Prawo do przeprowadzania egzaminów zostawiono gminom powyżej 100 tys. mieszkańców. Prawo nie oznacza obowiązku.

Przepisy wchodzą w życie 1 stycznia 2014 roku. Jeśli teraz jest źle, bo okradają nas oszuści podszywający się pod taksówki, to będzie jeszcze gorzej. Mimo, że jest to nielegalne, zjadą się do Warszawy wszyscy, którym nie chciało się lub nie potrafili zdobyć licencji w Warszawie. Obok 10 tys. taksówkarzy warszawskich będziemy mieli 15 tys. taksówkarzy z Otwocka, Legionowa i innych gmin.

Warszawa ma prawo przeprowadzać egzaminy i na logikę pewnie będzie je przeprowadzała. W końcu to m. in. dzięki władzom Warszawy, Krakowa czy Wrocławia zostawiono im to prawo. Ale czy będzie to robiła, czy do końca roku radni znajdą czas, aby uchwalić stosowne przepisy? Czy może zrobią to w lutym, a w międzyczasie wydadzą 5 tys. licencji?

Mamy obietnicę, że Zarząd miasta już pracuje nad zapisami w tej sprawie. Niestety, jak już pisałem wyżej, przeprowadzanie egzaminów przez Warszawę nie załatwia naszego problemu. Zaleje nas morze oszustów bez warszawskiej licencji, a są korporacje, które ich chętnie przyjmą (patrz zdjęcie). Bez wspólnej walki z tym procederem nie zarobimy już na chleb, o maśle do niego nie wspominając. A świadomość w naszym środowisku jest zadziwiająco niska. Co chwilę jakiś taksówkarz broni „kolegi” bez licencji, bo on także musi zarabiać, ma dzieci, kredyty. My ich przecież nie mamy. Możemy dać się okradać. Inny taksówkarz przekonywał mnie, że nie trzeba mieć żadnej licencji, żeby wozić ludzi zarobkowo. I o co ten cały szum? Przy takim podejściu naprawdę zawód taksówkarza zniknie. Już dzisiaj siedzimy w samochodach po 12 i więcej godzin. Jeśli dojdzie drugie tyle samochodów na mieście, to będziemy siedzieli 24 godziny. A tyle się nie da. Doba nie jest z gumy, dłuższa nie będzie. O życiu rodzinnym i zdrowiu nawet nie wspominam.

Jarosław Iglikowski

Przewodniczący ZZT „Warszawski Taksówkarz”