Po co nam ten limit?

Yellow-taxis-PA       Często w różnych dyskusjach na forach  lub na  FB  przewija się temat limitu ilości licencji w Warszawie. Ponieważ zdarza się, że niektórzy taksówkarze (najczęściej Ci z krótkim stażem) nie rozumieją po co  jest nam ten limit potrzebny,  więc postanowiłem napisać kilka słów na ten temat.

Czy się to obrońcom „wolnego rynku” podoba,  czy też  nie, limit liczby licencji na dane miasto/gminę to podstawa zdrowego funkcjonowania rynku usług taxi. W mediach, przy okazji  ekscytowania  się „deregulacją  Gowina”,  można było usłyszeć, że całkowite uwolnienie dostępu do naszego zawodu (brak limitu i egzaminów) zagwarantuje  spadek cen za kilometr i zwiększenie popytu na usługi taxi. Te mądrości przedstawił w swoim monologu  Seweryn Szwarocki (ekspert Republikanów), który nie przepracował jako taksówkarz  ani jednej godziny. Nie przeszkadzało mu to jednak drwić sobie z tego, co mówi nasze środowisko. Do dyskusji też nikogo z nas nie zaprosił. Jakiś „cierp” mógłby mu popsuć „one man show”.

Przejdźmy jednak do meritum, a lansujących się na deregulacji zostawmy . W wielu krajach na świecie próbowano wprowadzać zasady wolnego rynku w realia usług taxi. Kończyło się to zawsze tym samym – bałaganem i patologią. Już tłumaczę dlaczego tak jest.

 W  mieście X (przy odpowiedniej do ilości mieszkańców liczbie licencji ) taksówkarz może dziennie zrobić obrót PRZYKŁADOWO  400zł  i wykonać 10 kursów. To dla niego jest satysfakcjonująca kwota i wystarcza mu na życie, opłaty, amortyzację samochodu ,odłożenie na nowy samochód i oczywiście na paliwo. Czas pracy wynosi 8-9h. Jeśli, po uwolnieniu limitu i zniesieniu egzaminów, przybywa taksówek na mieście, robi tych kursów 5 (50% mniej) to dzienny obrót wynosi ok. 200zł. W skali miesiąca zaczyna zarabiać mniej o połowę.  Opłaty, poza paliwem, oczywiście zostają takie same. Wyjść z tej sytuacji jest kilka. Może dłużej pracować, ale cierpi na tym zdrowie i rodzina. Z racji na zmęczenie  zaczyna to być także niebezpieczne dla pasażerów. Może zacząć też oszczędzać i ciąć koszty prowadzenia działalności. Jedyne co mi przychodzi do głowy to ZUS i serwis auta. Tu znowu pojawia się problem bezpieczeństwa. O pieniądze dla ZUS-u upomni się w końcu US i to z odsetkami. Trzecie wyjście z sytuacji to zmiana zawodu. Jak pokazała deregulacja usług taxi w USA – przez takie majstrowanie zawsze odchodzą Ci najbardziej wartościowi taksówkarze. Takim łatwiej jest znaleźć pracę.  Jest jeszcze ostatnie wyjście z sytuacji. Taksówkarz zaczyna oszukiwać pasażerów i zawyża cenę za kurs by wyjść na swoje(400zł).Żeby klienta przyciągnąć cenę za kilometr oficjalnie ma niską – tak się tylko reklamuje. Co z tego jak suma summarum klient i tak płaci dużo więcej? Oczywiście do tego wszystkiego trzeba dodać znane z lat 90-tych zjawisko „taxi mafii”. Grupy taksówkarzy przejmują atrakcyjne miejsca/postoje w mieście i nie pozwalają z nich korzystać innym taksówkarzom. Zaczynają się bójki i niszczenie aut.

Kontrargumentem na moje słowa jest zawsze ta sama śpiewka. Jeśli ceny będą niskie, to więcej osób będzie korzystało z taksówek i kierowca będzie non stop pracował. Przez to niby wyjdzie na swoje. To oczywiście utopia. Klientów „taksówkowych” jest z grubsza tyle samo. Biedny student czy biedny emeryt nie zacznie nagle jeździć taksówką, bo cena za usługę spadła o 60 groszy. Przy trasie 5 km zniżka o 60 groszy  nie zmienia zbyt dużo. Nie tyle, żeby nagle biedny jegomość zaczął korzystać z taksówki. Warto też zauważyć, że ceny w Warszawie za jazdę taksówką są dość niskie. Proponowanie by były jeszcze  niższe świadczy tylko o braku podstaw ekonomii u autora tych słów. Przecież paliwo kosztuje, ZUS drożeje z roku na rok i tak samo wszystkie media. W raz z tym idą w górę ceny wszystkich produktów. Czemu ceny za taksówki miałyby być niższe? Taksówkarz je i pije. Ma dzieci i mieszkanie. Nikt na licencję taxi zniżek nie daje. Chyba, że ja o czymś nie wiem?

Na koniec przypomnę, że limitu i egzaminów już kiedyś nie było. W latach 90-tych. Zrobił się taki bałagan, że ta sama Gazeta Wyborcza, która teraz bije brawo deregulacji alarmowała, by jak najszybciej zrobić porządek z taksówkami. Wszystko wskazuje na to, że znowu czeka nas powtórka z rozrywki. Może to jedyny sposób? Może to się musi jeszcze raz wszystko upodlić i popsuć, żeby było dobrze?

 

Tomek