Taksówkarz taksówkarzowi taksówkarzem!

Wykorzystując stronę ZZT „Warszawski Taksówkarz” chciałbym poruszyć kwestię, która jest według mnie główną przyczyną wszystkich naszych problemów. Chodzi o niespotykany  nigdzie indziej brak solidarności zawodowej. Taksówkarzem jestem od paru lat i mam dość świeże spojrzenie na tę grupę zawodową. Moje obserwacje są przygnębiające.

Środowisko jest  rozbite i nastawione do siebie negatywnie. Sami siebie dzielimy na tych droższych i tańszych, lepszych i gorszych, wyższych i niższych, rudych i burych. Ci są frajerami, bo jeżdżą za niską stawkę, a Ci są sługusami, bo „dorabiają pana”. I tak w kółko i tak bez przerwy. Wydawać by się mogło, że jesteśmy podzieleni na korporacje, chociaż i tam są tarcia o jakieś duperele. W niektórych panuje moda na donoszenie na kolegów o byle głupotę.

Z jednej strony nasilenie się takich postaw jest zrozumiałe lub może bardziej pasuje określenie: wytłumaczalne. Zarabiamy coraz mniej i frustracja od lat rośnie. Wielu z nas weszło w tzw. "błędne koło” i tkwi po uszy w długach jeżdżąc starym autem i już tylko „mieli kasę” czekając na cud. Jeden wielki „jeżdżący” pesymizm pomnożony x 10 tyś. ludzi.         

Brak wiary w poprawę naszego losu podsycają od lat urzędnicy, którzy mają nas za charytatywne organizacje na czterech kółkach i rozważający nasze sprawy przez pryzmat „pasażera taksówki”. Efektem tego jest jeżdżenie po tym samych stawkach od lat. To samo dotyczy wszelkich służb, które od lat zezwalały na wszelkiej maści „przewóz osób” i inne „bagażówki” czy „zamorskie”.

Rozumiem, że codzienne obserwowanie szczęśliwej i nielegalnej konkurencji nie może napawać optymizmem.

Inna sprawa, to temat prywatnych korporacji i ich szefów. Ciągłe podwyższanie opłat korporacyjnych z jednoczesnym zmniejszaniem liczby zleceń, a więc i pracy w zamian. Choćby tylko nie zwiększała się ilość aut w danej firmie. Frustracja rośnie, a nowy kolega w firmie staje się wrogiem. Nie ma solidarnego oporu, więc właściciel może robić co chce. Jest praca dla 100 kierowców? Zarudnię 150! A co? I tak nikt nie piśnie!

Teraz musimy sobie zadać pytanie do czego nas taka postawa doprowadzi? Według mnie tylko do „systemu nowojorskiego” i jeżdżenia na etacie taksówką w jakiejś firmie. Oczywiście nie naszą taksówką tylko korporacyjną. Pensja 1500-1800zł , umowa śmieciowa, system zmianowy i koniec wolnego zawodu jakim jest (lub już był) taksówkarz.

Postawa o której traktuje ten tekst, jest dobrze widoczna przy wszelkich inicjatywach mających na celu poprawienie naszego bytu. Brak zaufania i podejrzliwość, a czasem wręcz pewność co do złych intencji organizatorów akcji. Dobrze to było widać podczas sprzedaży „naklejek cegiełek” przed zeszłorocznym protestem. Część kolegów była wręcz dumna opowiadając na słupie, że nie dali 20zł! Przecież nie będą kogoś utrzymywać! Fundować wakacji czy alkoholowych imprez. Nie ważne, że grupka zapaleńców pozadłużała się i tak podczas organizacji protestu. Ważne, że jeden z drugim nie dał! Taki z niego kozak i wykrywacz cwaniactwa. On nie jest w ciemię bity! Dobrze wie co w trawie piszczy! Wśród organizatorów strajku było parę osób z Ele? O nie!!! Nie będę w tym brał udziału! Ruciński na pewno coś knuje! Jest ktoś z Super Taxi? Jeszcze gorzej! To ten zły Biedrzycki powsadzał tam swoich agentów! I tak w kółko!

Efektem tej postawy była frekwencja na strajku – 10% warszawskich taksówkarzy. Reszta jeździła po mieście i utargowała w czasie strajku max 100zł! Super co?

Reasumując chciałem zaapelować do wszystkich taksówkarzy. Jeśli nie zmienimy podejścia do samych siebie , to zostaniemy już całkiem rozbici. Zacznijmy od wpuszczania się na dany pas ruchu, a zakończmy na silnej organizacji z  pełnym poparciem środowiska. Zacznijmy być ewenementem, ale w tą pozytywną stronę. Przestańmy patrzeć na siebie wilkiem, a część problemów po jakimś czasie się rozwiąże. Obecna sytuacja i konflikt w środowisku TAXI jest tylko dla nas nie na rękę. Wszystkim innym pasuje! Im prędzej to pojmiemy, tym lepiej dla nas samych! Zaufajcie tym, którym się jeszcze chce! Po nich już może nie być nikogo!

                                                                               Tomek